Wyobraź sobie, że sprzedajesz coś na portalu aukcyjnym. Pojawia się kupujący, który przesyła ci link do „potwierdzenia płatności”. Strona wygląda znajomo, wpisujesz dane logowania – i po chwili twoje konto jest puste. Zgłaszasz kradzież już następnego dnia. Bank odpowiada: wasza wina, regulamin złamany, zwrotu nie będzie.
Brzmi absurdalnie? Niestety, to codzienność tysięcy Polaków – w tym osób, które w ten sposób straciły oszczędności całego życia.
Opisany wyżej schemat to phishing czyli jeden z najbardziej powszechnych metod wyłudzania danych bankowych:
- Przestępcy podszywają się pod znane instytucje lub serwisy,
- Fałszywe strony łudząco podobne do oryginałów,
- Wyłudzenie loginu i hasła.
Dokładnie tak stało się z klientką PKO BP, która dała się nabrać na fałszywy link i w ten sposób straciła swoje oszczędności. Jej reklamacja – jak tysiące innych – została odrzucona.
Banki odmawiają wypłaty pieniędzy tłumacząc to tym, że klient sam sobie jest winien – bo ujawnił dane uwierzytelniające osobie trzeciej, co jest złamaniem regulaminu. Instytucje finansowe kwalifikują to jako „rażące niedbalstwo” i odmawiają jakiejkolwiek rekompensaty.
Athanasios Rantos, rzecznik generalny Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał opinię w tej sprawie. W której mowa jest o tym, że bank musi zwrócić pieniądze najpóźniej następnego dnia roboczego po zgłoszeniu przez klienta nieautoryzowanej transakcji.
Wyjątek dotyczy wyłącznie sytuacji, gdy bank ma mocne dowody na oszustwo popełnione przez klienta.
Co w przypadku, gdy widać znaczącą winę klienta?
Opinia rzecznika obejmuje także przypadki, gdy klient wyraźnie zawinił. Zasada pozostaje ta sama: bank zwraca pieniądze jako pierwszy. Jeśli uważa, że niesłusznie – może pozwać klienta o zwrot. To sąd rozstrzyga, kto ostatecznie ponosi odpowiedzialność.
Innymi słowy: to bank zaczyna cały proces, nie klient. Ofiara oszustwa nie musi z pustym kontem udowadniać swojej niewinności. To bank musi udowodnić winę.
Opinia rzecznika generalnego mocno sugeruje, że dotychczasowa praktyka polskich banków jest sprzeczna z PSD2.
Warto zaznaczyć, że opinia rzecznika nie jest jeszcze wiążącym wyrokiem TSUE – jednak w praktyce sąd bardzo często podziela stanowisko rzecznika. To wyraźny sygnał dla banków, że ich dotychczasowe podejście jest nie do utrzymania.
Przez lata banki przerzucały odpowiedzialność na ofiary. Być może właśnie to się kończy.
Jednakże trzeba pamiętać, że jest to wciąż opinia, a nie ostateczny wyrok – ale szanse na korzystny dla klientów wyrok TSUE są bardzo wysokie. Jeśli bank odmówi zwrotu – warto walczyć dalej.